|

W piękne majowe popołudnie Kometa zagrała w derby z Orkanem Ligota Piękna. Zespół przegrywający wszystkie mecze w tym sezonie i regularnie tracący wiele bramek (średnio 6,5 gola na mecz do spotkania z zespołem z Kryniczna) miał być przetarciem dla rezerwowych i lekkostrawnym posiłkiem po ciężkim oraniu z Wisznią. Tym niemniej przez prawie godzinę Kryniczanie musieli drżeć o wynik.
Kometa rozpoczęła w następującym składzie: Kwiatkowski A. - Gawęda, Mikołowski, Klin, Hagiel - Michułka, Słowiński, Majewski M., Paciuch - Malkiewicz, Dymitrow. W rezerwie czekali na swoją szansę: Zapałowicz, Mogielnicki, Majewski R. i Mikowski.
Kometa, mająca przeważać w tym meczu, rozpoczęła spotkanie bardzo nerwowo. Akcje były rwane, a choć przeciwnicy nie byli w stanie wyprowadzić żadnej kontry, Kryniczanie też nie oddawali groźnych strzałów na bramkę Ligoty. W wejściu w mecz nie pomagała fatalna postawa sędziego, który swoją posturą, wiekiem i zachowaniem przypominał raczej pensjonariusza domu opieki społecznej niż sportowca. W 4 minucie żółtą kartką za odkopnięcie piłki po gwizdku ukarany został przez niego Michułka. Minutę później, po rzekomym "faulu" Michała Majewskiego (który po prostu osłaniał przejętą przez siebie piłkę) pierwszy strzał w tym meczu oddał Orkan; piłka przeleciała wysoko nad poprzeczką.
Goście stworzyli sobie pierwszą sytuację w 6 minucie. Aktywny od pierwszych minut Paciuch odważnie zszedł do środka i uderzył z całej siły na bramkę. Bramkarz nie zdołał złapać piłki i wypuścił ją przed siebie; nabiegający Malkiewicz nie zdołał złożyć się do dobitki. Minutę później znów próbował rozochocony Paciuch; jego strzał lewą nogą z ostrego kąta przeleciał obok bramki. Nie lepiej było w 8 minucie. Słowiński przymierzył z rzutu wolnego w mur, a dobitka Mikołowskiego poszybowała na orbitę. W 10 minucie dobrze zachował się Malkiewicz. Wygrał pojedynek główkowy z obrońcą i dograł do Michułki, ale skrzydłowy nie dogonił piłki i ta uciekła mu poza linię końcową.
W 12 minucie pierwszą naprawdę groźną szansę miała Kometa. Tym razem z rzutu wolnego uderzał Michał Majewski. Mocny strzał przełamał ręce golkipera Ligoty, a piłka odbiła się od poprzeczki i wyszła na rzut rożny.
Po tej sytuacji nastąpił szereg minut, w których znów gracze gospodarzy mogli odetchnąć, ponieważ akcje Komety w żaden sposób się nie kleiły. Marazm przerwało w 18 minucie kolejne szybkie wejście Paciucha lewą stroną - dośrodkował jednak w taki sposób, że zamykający akcję Dymitrow nie miał szans dojść do piłki. Jeszcze w tej samej minucie podobną sytuację skonstruował z drugiej strony Michułka - jego dośrodkowania wzdłuż bramki nie zdołał zakończyć strzałem żaden z trzech zawodników w polu karnym. Nie lepiej było w 23 minucie, gdy do dośrodkowania z rzutu rożnego najwyżej wyskoczył Mikołowski - kierując piłkę co najmniej 10 metrów nad bramką.
W 26 minucie do prostego strzału doszedł Dymitrow. W sytuacji sam na sam uderzył prosto w bramkarza, i nie było nikogo, kto dobiłby piłkę do siatki. Pięć minut później strzałem rozpaczy z 40 metrów popisał się Paciuch. Podbita przez gracza Ligoty piłka leciała całe wieki w stronę bramki gospodarzy, ale i tak zdołała zaskoczyć bramkarza, który dał radę jedynie wybić ją na rzut rożny. Po rzucie rożnym strzału z półwoleja próbował kolejny raz Paciuch - tuż obok słupka bramki Orkana. Strzały z dystansu Klina i Michała Majewskiego w kolejnych minutach również nie przyniosły zmiany rezultatu. W odpowiedzi, również z dystansu, próbował uderzać Ligocianin; bardzo niecelnie.
Wydawało się, że pierwsza połowa zamknie się z wybitnie wstydliwym dla Komety wynikiem bezbramkowym, ale zdołał zmienić to Michułka. Po dograniu z lewej strony od Michała Majewskiego stanął oko w oko z bramkarzem i nie pomylił się - 0:1.
Na drugą połowę nie wyszedł już bezbarwny Malkiewicz. W jego miejsce pojawił się Robert Majewski, którego zadaniem było rozluźnienie szyków obronnych rywali. W 49 i 50 minucie swojego szczęścia strzałami z dystansu próbował Michał Majewski, ale najpierw łatwo złapał piłkę bramkarz, by później zaledwie obserwować uciekającą daleko od bramki piłkę.
W 51 minucie znowu z dobrej strony pokazał się Paciuch. Tym razem to on uderzał z rzutu wolnego z narożnika pola karnego. Ostro podkręcona piłka niestety trafiła tylko w zewnętrzną część słupka.
Cztery minuty później prowadzenie Komety zostało podwojone. Długie podanie od Michała Majewskiego przejął przed polem karnym jego kuzyn Robert, widząc dobiegającego do niego bramkarza dograł jeszcze do Paciucha, który uderzając lewą nogą tuż przy słupku udokumentował swój bardzo dobry występ bramką. 0:2. Po chwili naszego skrzydłowego zmienił rezerwowy Mogielnicki.
W 63 minucie najgroźniejszą jak dotąd sytuację stworzyła sobie Ligota - znów ze stałego fragmentu gry. Ćwicząc strzały z dystansu od początku meczu, gracz Orkana uderzył mocno w sam środek bramki. Artur Kwiatkowski wyprężył się i pofrunął, niemal witając się z piłką, która przeleciała nad poprzeczką i prześlizgnęła się po górnej siatce bramki.
W 71 minucie ogromne zamieszanie pod bramką Orkana po akcji Mogielnickiego. Piłka odbijała się w polu karnym jak w bilardzie, a ostatecznie została wycofana przed pole do Gawędy - ten uderzył wysoko nad poprzeczką. Dwie minuty później znów po akcji wprowadzonego w drugiej połowie Roberta Majewskiego padła trzecia bramka dla Komety. Szybki napastnik wyszedł sam na sam z bramkarzem, uderzył w niego, a do pustej bramki odbitą piłkę skierował Dymitrow. 0:3.
Już minutę później padł kolejny gol. Tym razem sam na sam z bramkarzem pojawił się Mogielnicki i pokonał go pewnym strzałem. 0:4.
W 74 minucie Mikołowskiego zmienił trener Mikowski, chcący udowodnić swoim zawodnikom z przodu, że nawet mając nogi wyciosane z blachy falistej można lepiej dochodzić do sytuacji. Trzy minuty później Michułka obijał poprzeczkę, a po chwili Mogielnicki w klarownej sytuacji zbierał się całe życie do strzału i ostatecznie spudłował.
W 78 minucie niemal całkowicie bezrobotnego w tym meczu Artura Kwiatkowskiego zmienił rezerwowy bramkarz Zapałowicz. W tej samej minucie do najprostszej z możliwych sytuacji strzeleckiej doszedł Dymitrow - mając piłkę tuż przed bramką fatalnie skiksował. Najwyraźniej pomylił sporty, ponieważ w rugby mógłby zdobyć punkty za posłanie futbolówki w chmury nad bramką. Nie inaczej było w akcji Roberta Majewskiego w 81 minucie, gdy ten strzelił daleko obok. W odpowiedzi do celnego strzału doszła wreszcie Ligota, a strzał z rzutu wolnego "fałszem" w środek bramki złapał Zapałowicz.
W 85 minucie po rzucie rożnym gracze Orkana stworzyli najgroźniejszą dla siebie sytuację w tym meczu. Zawodnik gospodarzy zupełnie nie niepokojony przyjął piłkę na 12 metrze od bramki Komety i uderzył po długim rogu - ale Zapałowicz popisał się refleksem i świetną paradą wybił piłkę na kolejny róg.
Minutę później Mikowski pokazał pozostałym napastnikom Komety gdzie raki zimują. Przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów i plasowanym strzałem przypieczętował zwycięstwo gości. 0:5.
W końcówce swoich szans próbowali jeszcze Słowiński (prosto w bramkarza) i Mogielnicki (prosto w łapacz), ale wynik już się nie zmienił i Kometa wygrała to spotkanie 5:0.
Kometa Kryniczno: Kwiatkowski A. (78' Zapałowicz) - Gawęda, Mikołowski (74' Mikowski), Klin, Hagiel - Michułka, Słowiński, Majewski M., Paciuch (60' Mogielnicki) - Malkiewicz (46' Majewski R.), Dymitrow.
Bramki: Michułka 44' (z podania M. Majewskiego), Paciuch 55' (z podania R. Majewskiego), Dymitrow 73' (po akcji R. Majewskiego), Mogielnicki 74' (asysta: ?), Mikowski 86' (bez asysty).
Żółte kartki: Michułka 4' (niesportowe zachowanie), Słowiński ? (niesportowe zachowanie).
|